| |
W Annandale zamieszkałam przez przypadek na zasadzie wyboru typu chybił-trafił. Marzyłam o wynajęciu mieszkania na zwariowanym Newtown, albo studenckim Glebe. Okazało się jednak, że trzeba mieć stalowe nerwy i sporo czasu, żeby znaleźć tam mieszkanie. Konkurencja jest duża. W Sydney jest więcej chętnych, niż komórek do wynajęcia. Każdy, kto zamierza tu zamieszkać musi przygotować się na stanięcie do castingu, w którym nie tylko ocenia się wygląd, sprawdzane są wydruki z banku, ale jeszcze dodatkowo podlegają weryfikacji podane referencje. Nie ma więc mowy o zmyślaniu w, składanych na ręce agenta, papierach.
Szukanie mieszkania w Sydney przypomina wyścig. Wygrywają najsilniejsi psychicznie. Przed każdym z miejsc, do których należy przybyć o określonej porze, kłębi się tłum twoich konkurenentów. Każdy ma swoją strategię, inaczej planuje trasę, w inny sposób zagaduje agenta. Od tego jak dasz się zapamiętać agentowi zależą dalsze losy twojej aplikacji.
Obejrzane przeze mnie mieszkania do wynajęcia przeszły moje najczarniejsze wyobrażenia. Koszmar rozpoczął się w domu w Newtown, z depresyjnym widokiem na tory, gdzie grzyb zakwitł dawno temu na ścianach. Śmierdziało wilgocią, było brudno, a stara instalacja kuchenna z butlą groziła wybuchem. Gwoździem do trumny tego miejsca była wspólna łazienka między piętrami, gdzie można było złapać syfa od samego patrzenia. Kolejnym mieszkaniem, gdzie trafiłam była... zatęchła piwniczna nora.
Kiedy z Wujkiem, który mnie wspierał w moich poszukiwaniach, dotarłam do zadrzewionej i swojsko wyglądającej uliczki Annandale w dzielnicy Annandale, pomyślałam sobie: "tutaj chcę mieszkać; w ładnym i przytulnym miejscu, zupełnie innym, niż czarne dziury, które wcześniej zaliczyłam". Ponieważ mieliśmy trochę czasu do przybycia agenta, trafiliśmy na kawę do sympatycznej kawiarenki nieopodal.
Studio, w którym teraz mieszkamy, polubiłam od pierwszego wejrzenia. Kusząco podziałała na mnie biel ścian i szafek kuchennych. Czystość i przyjemny zapach przekonały mnie, że znalazłam to czego szukałam.
Annandale jest bardzo europejską, willową dzielnicą, gdzie mieszkają głównie młodzi ludzie. Przypomina nasz warszawski zielony Żoliborz. Ukochali je sobie artyści, których stać już na coś lepszego, niż studio-pracownię w Newtown.
Przyjemnie spaceruje się po uliczkach Annandale. Często słychać sąsiadów grających na fortepianie. Zwłaszcza teraz na wiosnę jest pięknie, bo kwitnie tu wiele kolorowych roślin. Domki sąsiadów kojarzą się z ilustracjami z angielskich książek dla dzieci.
Do Opery mamy 35 minut autobusem. Możemy tam dostać się z przystanku na ruchliwej Parramatta Road, gdzie dominuje atmosfera dekadencji. Miejski spleen jest najlepszym terminem na opisanie klimatu tej ulicy, zabudowanej starymi, jednopiętrowymi, popadającymi w ruinę domami. Mało tu przechodniów, a jedynymi żywymi miejscami są małe restauracyjki oferujące kuchnie świata, sklepy z gitarami i sklep z alkoholem. Niedaleko od nas jest Annandale Hotel, pub słynący z niezłych koncertów.
Innym sposobem dotarcia do City jest złapanie autobusu na Booth Street. To obok Johnston Street (pierwszej ulicy w Sydney, która osiągnęła w 1888 roku szerokość całych 30 metrów) najfajniejsza uliczka w naszym kwartale. Możemy tam znaleźć wszystko, czego potrzebujemy do życia: mimi-market, wypożyczalnię DVD z ambitnymi filmami, księgarnię oraz kilka knajpek, kawiarni i pubów, gdzie można niedrogo zjeść, kupić jedzenie na wynos, albo przysiąść na kawę, czy wpaść na piwo i posłuchać muzyki na żywo.
***
nazwa Annandale: została nadana przez majora George'a Johnstona (od jego nazwiska pochodzi nazwa głównej ulicy w naszej dzielnicy - Johnston Street), kapitana jednego z jedenastu statków znanych jako First Fleet, które przywiozły pierwszy transport skazańców z Anglii w 1788 roku; w nagrodę za ten wyczyn Johnston dostał posiadłość wielkości 100 akrów (0,4 kilometra kwadratowego) na terenach dzisiejszego Annandale i Stanmore; pierwotnie jego ziemia nazywała się Johnston's Bush, z czasem jednak major przemianował ją na Annandale na pamiątkę swego miejsca urodzenia - Annan w Szkocji
część Sydney: Inner West
dojazd: wieloma autobusami jadącymi Parramatta Road (różnymi czterysetkami); naszym ulubionym jest jednak autobus 470 kursujący inną trasą z City przez Glebe w kierunku Leichhardt; można także do nas dojechać bezpośrednio z Coogee autobusem 370 jadącym przez artystowskie Newtown
<- powrót
|
|