Zgodnie z podstawową, australijską zasadą, że życie, a więc i teatr, mają być przede wszystkim przyjemne, spektakl Princess Ivona (Iwona Księżniczka Burgunda) Witolda Gombrowicza w reżyserii Davida Farlanda został połączony z możliwością zjedzenia kolacji przez widzów; do posiłku chętni mogą zamówić wino. Cabaret Theatre, w którym sztuka jest grana mieści się w salce parafialnej przy starym protestanckim kościele w dzielnicy Paddington.
Spektakl Farlanda to Gombrowicz rysowany grubą krechą, daleki od subtelności, bardzo brutalny. Dwór w Princess Ivona ubrany został w groteskowe stroje, długie surduty i powłóczyste suknie, postacie noszą przesadny blady makijaż, mają umalowane oczy i usta. Ogólne wrażenie – coś między XVIII wiekiem, niemieckim filmem ekspresjonistycznym a rodziną Adamsów. Król Ignacy (grany przez Bretta Heatha), Książę Filip (Kim Dickson), Królowa (Brooke Doherty) i Szambelan (David Bond) wyglądają jak postacie z panoptikum.
Iwona (Justine Keim) ledwo się porusza, nie może ustać sama bez pomocy, nosi gumową, zniekształcającą rysy maskę. Ta „nieludzkość” australijskiej Iwony, jej szpetna maska, symbol wykluczenia, nie została jej nałożona oczywiście przypadkowo – jesteśmy w kraju, którego rdzenni mieszkańcy, Aborygeni, ze względu na swój wygląd (diametralnie odbiegający od białych kanonów urody) do niedawna byli zaliczani do fauny.
Z biegiem akcji Iwona się zmienia. Maska na jej twarzy stopniowo kurczy się, aby ostatecznie zniknąć. W scenie finałowej uczty Iwona staje się piękną, młodą kobietą. Przedstawiciele dworu także ulegają metamorfozie. Ze sceny na scenę ich twarze deformują się. Królowej wyrasta baniaste czoło, Królowi nienaturalnie długi podbródek, Filipowi nadmiernie wyraziste kości policzkowe, cienkie wąsy Szambelana osiągają monstrualne rozmiary, upodabniając go do wielkiego chrabąszcza. Końcowego mordu na Iwonie (popełnionego za pomocą ryby podanej w śmietanie) dokonuje gromada spotworniałych stworzeń.
Iwona Farlanda jest o wiele bardziej okrutną i sadystyczną wersją dramatu Gombrowicza, od tych, do których przywykliśmy w Polsce. Pewnie wynika to także z anglosaskiego poczucia humoru, w jego mniej delikatnej, złośliwej wersji.
Wysiłek włożony w wystawienie Iwony warto docenić. Spektakl prezentowany w minimalistycznej scenografii (co jest raczej typowe w Australii, gdzie teatr niekomercyjny jest raczej ubogi) trzyma się na aktorstwie i drobnych pomysłach inscenizacyjnych. Przedstawienie ma dobre tempo, nie nuży. Niewielkie skróty w tekście zostały zrobione z wyczuciem i nie odnosi się wrażenia, że sydnejska adaptacja „Iwony” to bryk z Gombrowicza. Spektakl zyskał spore uznanie, zbierając pochwalne recenzje i pokazuje się go przy pełnej widowni.
***
Informacje o spektaklu:
Princess Ivona (Iwona Księżniczka Burgunda) Witolda Gombrowicza
w przekładzie: Krystyny Griffith-Jones
i Catherine Robins,
reżyseria: David Farland,
kostiumy: Aron Dosiak,
światło: Sydney Bouhaniche,
makijaż: Alice Baueris;
Cabaret Theatre w Sydney,
premiera 14 sierpnia 2010