| |
Lubię plażę Balmoral (dokładnie są to dwie plaże: Balmoral Beach i Edwards Beach), bo ma klasę i atmosferę kurortu, choć znajduje się w środku miasta. Jej staroświecki urok ujął mnie od pierwszego wejrzenia. Klimatem i typem zabudowy przypomina mi Sopot, tylko że w miniaturze, albo kąpieliska Riviery Francuskiej. To dziwna plaża w Sydney, kompletnie nie pasująca, jakby zatrzymana w czasie. W przeciwieństwie do ducha młodości i nowoczesności emanującego z innych kąpielisk, jak i z całego Sydney, Balmoral przyciąga swoim staromodnym, eleganckim, edwardiańskim stylem. Jest bardzo europejski.
Na Balmoral nie jest tanio, za to przyjemnie. Konkurencją dla plaży jest tamtejszy park z równiutko przystrzyżoną trawą i strzelistymi palmami. Najbardziej lubię knajpkę Bottom of the Harbour Seafoods, gdzie zwykle kupuję owoce morza na wynos. Wybór jest tak olbrzymi, ryby tak świeże i pachnące, kalmary i krewetki tak apetyczne, że zwykle mam problem z podjęciem decyzji. To jedna z najtańszych restauracji w okolicy, za to moim zdaniem jedna z najlepszych w Sydney spośród specjalizujących się w owocach morza. Największą przyjemnością podczas piknikowania na Balmoralu jest właśnie delektowanie się ucztą. Kiedy to siedząc na kocyku na trawie, ewentualnie na pokładzie zaprzyjaźnionego jachtu - zajadając się morskimi przysmakami i popijając je miejscowym białym winem - godzinami rozmawia się, pogapując się na ocean i majaczące na horyzoncie wyjście z portu.
Dodatkową zaletą Balmoralu jest to, że jest to plaża przyjazna psom. Nawet na promenadzie znajduje się pomnik psiego bohatera, wabiącego się Billy. Nic dziwnego, że miłośnicy psów ukochali sobie okolice kąpieliska na spacery ze swoimi podopiecznymi. W trakcie jednego ze spacerów, zauważyłam, że Sydney ma świetny pomysł na rozwiązanie problemu psich kup. Wzdłuż popularnych tras spacerowych są kosze z podajnikani zawierającymi torby, do których zbiera się pamiątki po naszym ulubieńcu.
W Balmoral zaczynają się atrakcyjne trasy spacerowe. Polecam tę, która prowadzi przez busz, a potem wybrzeże, do punktu widokowego na George Head. W czasach wojny krymskiej tamtejsza baza wojskowa miała być miejscem obrony przed hipotetycznym morskim atakiem Rosjan. Do dziś stoi tam armata wycelowana w ocean, można też podobno zwiedzać podziemne bunkry. Widok z George Head na City jest wspaniały. Najlepiej wracać stamtąd na plażę Barmolar inną drogą, wiodącą właśnie przez byłą bazę wojskową i okoliczną dzielnicę. Przy okazji warto zwrócić uwagę na ładne i przytulnie wyglądające domy.
Zwłaszcza w letnie weekendy warto bywać na Balmoral. Miejscowy dom kultury dba o zapewnienie rozrywki na wysokim poziomie. Zaprasza nie tylko na koncerty jazzowe, ale i na przedstawienia teatrów ogródkowych.
***
nazwa Balmoral: pochodzi od Balmoral Castle - rezydencji brytyjskiej rodziny królewskiej (znanej też jako Royal Deeside), ulokowanej w Aberdeenshire, w Szkocji
zatoka: Hunters Bay
dzielnica: Mosman;
część Sydney: Lower North Shore
dojazd: z Circular Quay promem płynącym do Taroonga Zoo, a potem autobusem 238 lub promem kursującym do Mosman, Musgrave Street Wharf, następnie autobusem 233
<- powrót
|
|