rocks
niezależny gazeto-blog
logo
  STRONA GŁÓWNA ::

 

 

Kings Cross
 
 
 
     
 

Tyle legenda. Jak zdołaliśmy się zorientować prawda wygląda o wiele banalniej i bezpieczniej.

Ci, którzy spodziewają się na King Crossie chociaż takich klimatów jak te, znane z okolic placów Blanche i Pigalle w Paryżu, nie wspominając już o amsterdamskiej dzielnicy Czerwonych Latarń, będą zawiedzeni. Ale i tak King Cross warto odwiedzić. To dzielnica kolorowa, tętniąca życiem, bardziej artystowska, niż związana z półświatkiem.

Na ulicach widzi się dużo par gejowskich, nie jest stąd daleko do lubianego przez homoseksualistów Paddington i Oxford Street. Nie brak tu klubów, pubów i barów. Jeden z nich - World Bar, polecamy ze względu na atmoferę i smakowite drinki serwowane w czajniczkach do parzenia herbaty, z których alkohol rozlewa się do kolorowych, plastikowych kieliszków. Warto dodać, że jak na tę dzielnicę przystało, bar ten ulokowany jest w zabytkowym budynku dawnego burdelu.

Bo przecież Kings Cross miała naprawdę wielkie chwile w swojej historii spod ciemnej gwiazdy. Wszystko zaczęło się po II wojnie światowej, gdy w pobliżu ulokowano bazę okrętów wojennych. Wiadomo - marynarze potrzebują dwóch rzeczy - kobiet i alkoholu, alkoholu i kobiet i ktoś musiał im tych rozrywek dostarczyć.

Lata 60. zeszłego stulecia przyniosły ponurą nowość w dotychczasowym, dosyć standardowym zestawie atrakcji oferowanych przez King Cross; pojawiły się narkotyki. Obrót nimi kwitł i oczywiście policja miała swój udział w zyskach - doszło do tego, że przestępczy bossowie (wśród nich miejscowy Al Capone - Abe Saffron) mieli swoją kwaterę główną tuż obok głównego komisariatu dzielnicy. Gdzieś na początku lat 90. przestępcze interesy przeniosły się gdzie indziej, dzielnica z racji swojej bliskości do City zaczęła robić się coraz droższa. Dziś w dziennikach czy gazetach rzadko wymienia się Kings Cross w kronikach kryminalnych, królują w niej dalsze, mniej malownicze dzielnice szeregowych domków okrytych blachą falistą, przez szpetotę pozbawione już zupełnie szemranego uroku.

Kings Cross ma (co może zaskakiwać) swój zabytek sztuki współczesnej na skalę światową. Jest nią słynna fontanna w kształcie wielkiego dmuchawca, wielokrotnie naśladowana na całym świecie. Powstała w 1959 roku według projektu australijskiego artysty Boba Woodwarda. Znajduje się na rogu Darlingurst Road (głównej ulicy Kings Cross) i Macleay Street (głównej ulicy Potts Point). Setki sferycznie rozmieszczonych w niej rurek rozpylają wodę tworząc mokrą, unoszącą się mgiełkę, rozświetloną po zmierzchu. Fontanna nie jest estetyczną zabawką, to pomnik Australijczyków z 9 dywizji piechoty - słynnych Szczurów Tobruku - walczących w dwóch pustynnych bitwach pod El-Alamein w Afryce podczas II wojny światowej. Woda, której najbardziej brakowało żołnierzom podczas krwawych zmagań na skwarnej pustyni egipskiej, stała się symbolem poświęcenia, życia i wolności.

***

nazwa dzielnicy Kings Cross: została nadana na cześć króla angielskiego Edwarda VII (panującego od 1905 roku)

dzielnica: Kings Cross

część Sydney: Eastern Suburbs

dojazd: najszybszy pociągiem jadącym z Centrala w kierunku Bondi Junction

<- powrót

 

 

 

 

 

Uwaga!

Jeśli jesteś frustratem pilnie odmawiającym Modlitwę Polaka u nas nie masz czego szukać!