Australia
niezależny gazeto-blog
logo
  STRONA GŁÓWNA ::

 

 

Pierwszy rzut oka
 
 

Australia

 
     
 

Kiedy przyjechaliśmy do Australii mieliśmy blade pojęcie o tutejszej scenie politycznej. Nic dziwnego. W polskich mediach wiadomości z Antypodów pojawiały się sporadycznie. Dopiero po jakimś czasie udało nam się zrozumieć polityczne niuanse rządzące tym krajem.

W Australii polityka jest traktowana trochę jak zło konieczne. Powszechna jest postawa typu – polityka jest i być musi, ale lepiej obserwować ją z dystansu. Choć jak wszędzie na świecie występuje  w roli głównej bohaterki mediów. Przegrywa jednak w rankingach oglądalności ze sportem i gospodarką.

Z naszych obserwacji wynika, że polityka nie zaprząta specjalnie głowy przeciętnego obywatela. Australijczycy, w przeciwieństwie do Polaków, prawie nie rozmawiają na jej temat. Traktują bowiem politykę i religię jako tematy newralgiczne, mogące wywołać niepotrzebne emocje przy stole. Tego typu dyskusji unika się więc jak ognia.

Jest to, nie ukrywamy, problem dla osoby z Polski, która pozbawiona tego typu tematu rozmowy czuje się nieco jak ryba bez wody. Często bywa więc zwyczajnie znudzona jałowością tutejszych spotkań towarzyskich. Cóż... co kraj to obyczaj.

Niechętny stosunek do  dyskusji o polityce i religii wynika z prostego faktu, że w Australii każdy skądś przyjechał. Każdy ma inny kolor skóry, jest innego wyznania, ma inne korzenie.

Na pierwszy rzut oka Australia wydaje się być poprawnym politycznie rajem na Ziemi, gdzie ludzie wszystkich ras wspólnie budują przyszłość swego nowego kraju. Po bliższym rozpozaniu okazuje się jednak, że niestety sytuacja nie jest tak różowa. 

Przeciętny Australijczyk, tak jak Polak, nie jest w stu procentach poprawny politycznie. Wyjaśnia to tajemnicę dlaczego biali Australijczycy, anglo-saskiego pochodzenia, piastują tutaj najwyższe urzędy.

Trzeba jednak przyznać, że jest tu o wiele łatwiej przyjezdnym, zwłaszcza kolorowym, niż na przykład w Polsce. Australijczycy są otwarci i nastawieni na słuchanie innych akcentów. Są z natury przyjaźni.

Dobrze asymilijują się tu Azjaci (zdominowali oni takie zawody jak: lekarze, aptekarze i informatycy), także o dziwo Arabowie. Może dlatego, że ci ostani nie są tu traktowani jako zagrożenie terrorystyczne.

Nieprzyjemnie razi jednak podejście do Aborygenów. Problem bierze się z tego, że tradycyjny aborygeński stosunek do życia oraz system wartości kompletnie nie przystają do wymogów stawianych przez zachodnie społeczeństwo. Z drugiej strony patrząc, Aborygeni siłą wpasowywani w reguły życia rozwiniętego społeczeństwa, zwyczajnie gubią się, szybko więc okazują się nieprzystosowani społecznie i łatwo popadają w nałogi. Ta ich nieudolność adaptacji i reprezentowany przez nich ambiwalentny stodunek do ogólnie przyjętych norm jest główną przyczyną niechęci do nich. Pewnie dlatego wielu pubowych rednecków uważa Aborygenów po prostu za zdegenerowanych darmozjadów.

Aborygeni nie cieszą się najlepszą opinią również jako sąsiedzi wśród mieszkańców Sydney. Wystarczy wspomnieć o złej sławie otaczającej Redfern - aborygeńską dzielnicę-getto - leżącą w samym centrum Sydney (oddaloną zaledwie o jedną stację kolejową od Centrala). Byliśmy tam z wizytą. Nie jest tam wcale tak strasznie jak głoszą plotki. Na głównej ulicy Redfern - wiodącej do Uniwersytetu Sydneyskiego - jest sporo przyjemnych, godnych polecenia knajpek i barów, w których można zjeść smacznie i tanio lunch. To prawda, że można tam spotkać pijanych lub naćpanych etników proszących o pieniądze, zwłaszcza w okolicach dworca. Dla nas jednak widok ten nie był rażący, na warszawskim Dworcu Centralnym bywało znacznie mniej bezpiecznie, niż tutaj.

Warto podkreślić, że sytuacja Polaków w Australii jest komfortowa. W Sydney, gdzie w wielu miejscach pierwszym językiem jest już Chiński, każdy Europejczyk jest mile widziany. Odpada więc problem, jaki mają Polacy w krajach Europy Zachodniej. Polak musi mieć pecha, żeby odczuć, że jest obywatelem drugiej kategorii, zwłaszcza jeśli zna Angielski.

***

Kilka podstawowych faktów politycznych:
Australia należąca do Brytyjskiej Wspólnoty Narodów, jest monarchią konstytucyjną, z królową brytyjską jako głową państwa. Reprezentuje ją na miejscu Gubernator Generalny. Należy dodać, ze po raz pierwszy została nim ostatnio kobieta – (była gubernator Queenslandu) Quentin Bryce.

W Australii są dwie główne partie, które na przemian sprawują władzę. Partia prawicowa: Liberal Party i lewicowa: Labour Party. Teraz do władzy doszła lewica. Premierem jest Kevin Rudd. Warto wspomnieć, że Ministrem Środowiska w obecnym rządzie jest frontman rockowej grupy Midnight Oil (znanej z hitu Beds Are Burning) – Peter Garrett.

Jak dotąd głównym osiągnięciem, zresztą kontrowersyjnym, tego rządu było oficjalne przeproszenie Aborygenów za wyrządzone im w przeszłości krzywdy. Było ono zwłaszcza adresowane do przedstawicieli tzw. stolen generation (ukradzionego pokolenia) - ofiar rządowej akcji z lat 30-tych, polegającej na zabieraniu dzieci z mieszanych rodzin i umieszczaniu ich w prowadzonych przez białych przytułkach lub ich domach. Celem było dopasowanie siłą dzieci z aborygeńskich środowisk do reguł życia białego społeczństwa. Tej problematyce poświęcony jest film Rabbit-Proof Fence (Polowanie na króliki) Philipa Noyce’a. Ten symboliczny akt przeprosin miał miejsce w australijskim parlamencie -  13 lutego 2008. W imieniu całego narodu przepraszał obecny premier.

Ciekawostkę stanowi fakt, że w demokratycznej Australii za nie wzięcie udziału w wyborach, grozi grzywna.

<- powrót

 

 

 

 

Uwaga!

Jeśli jesteś frustratem pilnie odmawiającym Modlitwę Polaka u nas nie masz czego szukać!