Spacerując po przyozdobionym świątecznie, wakacyjnym Sydney, trudno nam oprzeć się wrażeniu, że coś jest nie tak. Zamiast śniegu, pada ciepły, letni deszcz. Codziennie wita nas lub żegna tęcza. Może na południowej półkuli tęcza, zamiast komety, zwiastuje Boże Narodzenie?
Mamy wrażenie, że ktoś zapomniał sprzątnąć dekoracji świątecznych od zimy. Czysty surrealizm. Z powodu braku wyraźnie różniących się od siebie pór roku, ogarnął nas leniwy bezczas. Podobno typowy stan dla australijskich Świąt.
Bardzo nam się podoba sposób w jaki tutejsze kościoły - katolickie i protestanckie - przypominają wiernym o nadchodzącym Bożym Narodzeniu. Tutejsi księża mają świetny kontakt z parafianami. Nie pouczają, tylko prowadzą inteligentny dialog. Widać, że widzą zachodzące zmiany i umieją z nimi dyskutować. Zapewne dlatego, chociaż w Australii spotkaliśmy wielu zdeklarowanych ateistów, niewielu z nich uważa się również za antyklerykałów. |